Sznurek wrzynał się jej głęboko w szyję podrażniając rany powstałe do mięsa na skórze bez sierści wytartej od łańcucha. Wyła przeraźliwie przez całą noc, tak, że nad ranem nie miała już siły na nic, oprócz urywanych skowytów. W jej oczach jednak, nieco przygaszonych cierpieniem, wpatrujących się w bliżej nieokreślony kierunek tliła się resztka nadziei...